Weterynarze zakończyli kolczykowanie bydła, ale zamiast gotówki za wykonaną usługę
na razie mają tylko obietnice częściowych wypłat.
Kolczykowanie zwierząt jest elementem budowania w Polsce Zintegrowanego Systemu Zarządzania i Kontroli (IACS). System polega na wprowadzeniu do centralnej sieci komputerowej wszelkich danych dotyczących produkcji rolnej. Na podstawie tych danych rolnicy polscy będą otrzymywać stosowne dopłaty bezpośrednie. System ma również być zabezpieczeniem przed szerzeniem się chorób zwierzęcych, takich jak choćby BSE. To inwentaryzacja bydła jest pierwszym etapem budowania w Polsce sytemu.
Według Lecha Szabłońskiego, Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii, kontrola przeprowadzona w ubiegłym tygodniu we wszystkich powiatach regionu wykazała, że bydło w Wielkopolsce zostało zakolczykowane.
Zostały również rozdane książeczki ewidencji zwierząt dla bydła. Jednak system komputerowy nadal nie działa i nie ma paszportów dla zwierząt.
Akcja kolczykowania od początku kulała. Gdy przetargi na wykonanie tej usługi zostały unieważnione, były prezes ARiMR Aleksander Bentkowski upoważnił kierowników powiatowych oddziałów Agencji do zawierania indywidualnych umów z miejscowymi lekarzami weterynarii. W ich opinii, akcja kolczykowania nie była dostatecznie dobrze przygotowana przede wszystkim pod względem technicznym.
– Zdecydowaliśmy się podpisać umowy, chociaż programu komputerowego wtedy jeszcze nie było – mówi Wojciech Kałucki, lek. wet. z Pobiedzisk pod Poznaniem. – Zawierzyliśmy przedstawicielom Agencji, że to kwestia dni.
Program pojawił się po miesiącu, ale z niedoróbkami i ciągle trzeba było coś poprawiać. Zmieniano na przykład aplikacje.
- Wielu kolegów miało masę kłopotów z kolczykami, które zawierały błędnie wybite numery porządkowe i w takich przypadkach stało się niemożliwe wgranie ich w dostarczony nam program komputerowy, a tymczasem to na nas spoczywała cała odpowiedzialność za dochowanie terminów zakończenia akcji – mówi lekarz wet. Jacek Sośnicki z Kalisza.
- Musieliśmy też przebrnąć przez całą rozbudowaną buchalterię akcji, tj. wypełnienie tysięcy formularzy, zwierających pełne dane o właścicielu stada, pesele, adresy, tasiemcowe numery starych i nowych kolczyków – mówi lekarz wet. Andrzej Kupaj ze Szczytnik. – Wszystkie te informacje każdy wklepał w komputer i na dyskietkach przekazywał oddziałom Agencji
– Opóźnienie z uruchomieniem systemu komputerowego wynikło nie z winy Agencji, lecz podwykonawcy- tłumaczy Adam Sobański, kierownik Sekcji Identyfikacji i Rejestracji zwierząt w Oddziale Terenowym ARiMR w Poznaniu dodając, że Oddział nie ma osobowości prawnej i nie ma mocy decyzyjnej.
Według doktora Kałuckiego najpierw trzeba było uruchomić program, wypróbować go, a potem rozpocząć akcję kolczykowania.
Gdzie ta kasa?
Niedoskonałość systemu komputerowego jest też przyczyną, dla której Agencja zalega z wypłatą należności za kolczykowanie. Weterynarze z regionu konińskiego nie otrzymali dotąd ani grosza. Średnio jeden zakolczykował po 5 tys. sztuk. Za jedną lekarz ma otrzymać 5.50 zł.
W umowach zapisano, że pieniądze za usługę otrzymają po wystawieniu faktury, a mogą to zrobić po otrzymaniu informacji, że praca została wykonana prawidłowo. Jednak Agencja nie zastrzegła w umowie, jak długo będzie przeglądać dokumentację.
– Procedura jest taka, że lekarz, który dokonał kolczykowania, wysyła informację do biura powiatowego Agencji, a ta do Centrali – wyjaśnia A. Sobański. – Oddział jest tylko przekaźnikiem. Biuro powiatowe może zaewidencjonować przesyłkę, ale nie ma do niej wglądu. Po przejrzeniu ,,paczki’’, Centrala przesyła nam informację o ilości błędów. O ich jakości informowany jest bezpośrednio lekarz.
– Gdybym pieszo zaniósł informację do Warszawy i tak samo wrócił z powrotem, to prędzej by to trwało niż drogą elektroniczną – mówi dr Kałucki.
Niektórzy właściciele lecznic już w lutym wysłali faktury za częściowo wykonaną usługę, ale do dzisiaj na ich kontach nie ma ani grosza. Według A. Sobańskiego, pieniądze są zabezpieczone i w przyszłym tygodniu rozpoczną się pierwsze wypłaty.
– Wysłałem faktury za grudzień i styczeń – mówi dr Kałucki – Agencja obiecuje, że w najbliższych dniach dostanę pieniądze. Ale to jest dwa miesiące spóźnienia.
- Kolczykowanie zakończyłem w styczniu – mówi Kazimierz Grabowski z Wrzącej. – Kilka dni temu byłem w Agencji, i obiecano mi, że po uzgodnieniu stanu otrzymam 60 procent należności.
W poszukiwaniu dziury
– Chcemy regulować należności etapami, w interesie osób kolczykujących, bo weryfikacja prawidłowości przesłanych nam danych musi trochę trwać – mówi Sobański. – Dlatego zaproponowaliśmy wypłatę 60 proc. oszacowanej wartości ilości sztuk do zakolczykowania, by podmioty kolczykujące wcześniej otrzymały część pieniędzy. A co do programu, to nawet jeśli występują jakieś chwilowe problemy, to wynikają one z bieżącego uaktualniania go. Prace muszą być bez błędów. Gdybyśmy wypłacili teraz 100 procent należności, nikt nie chciałby ich poprawić – wyjaśnia A. Sobański.
Urzędnicza machina w Agencji mieli chyba dość wolno, bo umowy które zawarto z weterynarzami na kolczykowanie wygasły 31 marca, a nowych na tzw. dokolczykowanie cieląt jeszcze nie podpisano. Niektórzy właściciele dużych stad bydła, objętych oceną zootechniczną, są mocno skołowani, bo nie wiedzą, kto właściwie ma im zarejestrować cielęta. Lekarze nie mogą, bo nie mają umów.
- Od 1 kwietnia bydła nie kolczykujemy. Rolnicy buntują się, bo bez kolczyka i świadectwa zdrowia nie mogą cielaka sprzedać Ale co mamy robić? Odsyłamy ich do ARR. – mówią weterynarze. W tej sprawie na razie wiadomo tylko tyle, że nowe umowy będą podpisywane w przyszłym tygodniu. Kierownik Sobański zna już stawki, ale oficjalnie ich nie ujawnia, bo czeka na ostateczną decyzję centrali.
Autor artykułu: Renata CICHARSKA, Barbara KOZŁOWSKA, AK