Falstart


W fatalnych nastrojach 18 000 widzów opuszczało w sobotni wieczór stadion przy ul. Bułgarskiej.
Lech w słabym stylu zainaugurował rundę wiosenną.

To miało być piłkarskie święto. Kibice przygotowali wspaniałą flagę klubową, która jest teraz największa w Polsce. Bartosz Bosacki odebrał puchar i gratulacje za rozegranie 100 meczów w barwach Kolejorza. To były jednak tylko miłe złego początki, bo po meczu chciało się płakać.
Odra została zlekceważona. Tymczasem okazało się, że jej dobre wyniki w meczach sparingowych nie były przypadkiem. Od pierwszych minut to goście nadawali ton grze. Byli aktywniejsi i groźniejsi.
W 4 min strzał Roberta Górskiego z trudem obronił Norbert Tyrajski. Co prawda chwilę później po świetnym podaniu Golińskiego, znakomitej okazji nie wykorzystał Madej, strzelając z kilkunastu metrów nad bramką, ale już 8 min bramkarz Lecha szczęśliwie wygrał pojedynek z Jackiem Ziarkowskim.

Odra w końcu udokumentowała swoją przewagę. W 23 min Ziarkowski doskonale przyjął piłkę w polu karnym, ograł Poledicę i pokonał Tyrajskiego. Nie po raz pierwszy i, niestety, nie po raz ostatni w tym meczu, obrona Lecha sprawiała wrażenie, jakby na obiad dostała środki nasenne.
Doping poderwał Lecha. Najpierw celnie strzelił Łukasz Madej, a w 27 min po akcji Madeja i podaniu Piotra Reissa, wyrównał debiutujący w zespole gospodarzy Krzysztof Gajtkowski. ,,Gajtek’’ strzelił z 14 metrów ,,w długi róg’’.
Kiedy w 36 min Krzysztof Piskuła wykorzystał rzut karny po faulu bramkarza Marcina Bębna na Gajtkowskim, wydawało się, że poznaniacy opanowali sytuację. Jednak w 44 min po rzucie rożnym dla Lecha nikt nie potrafił zatrzymać kontrataku gości. Błąd popełnił Tyrajski. Najpierw nie złapał dosyć łatwego strzału Jarosza, a potem próbując to naprawić sfaulował Romana Madeja. Z karnego wyrównał Wojciech Górski.
Schematycznie grający Lech tylko przez 10 minut po zmianie stron miał lekką przewagę. Potem inicjatywa należała do Odry. Wynik ustalił w 64 min Jacek Ziarkowski. Wcześniej silnie strzelił Wojciech Górski. Tyrajski odbił piłkę w bok, dopadł do niej Chałbiński, który podał wzdłuż bramki do Ziarkowskiego, a ten z bliska trafił do siatki.
Nie pomogło wprowadzenie na boisko nowych zawodników Lecha. Końcówka wyraźnie należała do gości. W 84 min groźnie strzelił zdobywca dwóch bramek Ziarkowski, a w 90 minimalnie chybił Wojciech Górski.

Ryszard
Wieczorek
trener Odry

Mój komentarz jest krótki. Potwierdziło się to, co graliśmy w trakcie okresu przygotowawczego – czyli efektywna i efektowna gra zespołu. Myślę, że to zostało już zakodowane w ich głowie, jak mają grać. Oprócz tego było widoczne dobre przygotowanie zespołu do rundy.

Bohumil
Panik
trener Lecha

Trener Wieczorek bardzo dobrze scharakteryzował dzisiejszy mecz. W naszej drużynie wyróżniłbym grę dwóch piłkarzy: Łukasza Madeja i Krzysztofa Gajtkowskiego. Pozostali muszą dużo grać i się jeszcze uczyć. Dobrze, że zespół zdołał podnieść się po utracie bramki. Musimy szukać punktów na wyjeździe, najbliższą okazję ku temu będziemy mieli w Ostrowcu.

Moim zdaniem

,,Będą wyniki, będzie dobrze, nie będą, to nie będzie dobrze’’ – mówił przed sezonem trener Bohumil Panik.
Nie jest dobrze, nie tylko dlatego, że wynik meczu z Odrą był zły. Wodzisławianie obnażyli bowiem słabości Lecha, a tych mimo licznych wzmocnień jest mnóstwo. Obrona, która miała być podporą, nie jest monolitem. Popełnia błędy w ustawieniu, zbyt łatwo daje się ogrywać. Pomoc, oprócz Madeja praktycznie nie istniała. Momentami Odra grała z Lechem w dziada, bo nasi piłkarze nie potrafili w środku pola wygrywać żadnych indywidualnych pojedynków.
Martwi też szybkość i wytrzymałość (nie dotyczy to tylko Madeja, Reissa i Gajtkowskiego). Można było odnieść wrażenie, że po 70 minutach z naszych graczy zeszło powietrze.
Tematem numer 1 dyskusji rozżalonych kibiców była jednak taktyka. Nie podobało się przede wszystkim to, że Lech grał zbyt schematycznie. Długie podania na Gajtkowskiego czy Reissa okazały się wodną na młyn rosłych obrońców Odry. ,,Kolejorz’’ nie potrafił zmienić tego stylu gry do końca. Krytycy twierdzą, że Panik zabił inwencję tej drużyny. Niewykorzystuje potencjalnych indywidualnych możliwości, jakie tkwią w piłkarzach i ich predyspozycji do gry kombinacyjnej, ,,z klepki’’ po ziemi. Bo nie mamy Beckhamów, Luisów Figo czy Zidanów by zdobywać teren 40-metrowymi przerzutami .
Cóż można powiedzieć na obronę Panika? Dwie bramki, jakie zdobył Lech padły właśnie po długich diagonalnych podaniach. Już na początku meczu świetną okazję miał Madej, także po akcji, którą niemal do znudzenia ćwiczyli lechici na zgrupowaniach. Miał być pressing, ale zawiedli środkowi pomocnicy. A może po prostu zespół nie bardzo rozumie na czym ta gra strefą polega?
,,Liga to nie jest sprint, trzeba rozegrać jeszcze 14 spotkań’’ – mówi Panik i trudno odmówić mu racji. Jego pracę będzie można ocenić dopiero po kilku kolejkach. W meczu z KSZO Czech będzie mógł już skorzystać z Kaczorowskiego i Lasockiego, na których bardzo liczy. My także mamy nadzieję (bo cóż innego pozostaje), że zmienią oni oblicze ,,Kolejorza’’. Mecz z KSZO trzeba potraktować bardzo poważnie. Niedocenienie Odry srogo się bowiem zemściło. Piłkarze przyznają, że niewiele wiedzieli o stylu gry rywala. A teoretycznie osłabiona Odra, zagrała to… czego właśnie po wzmocnionym Lechu spodziewali się kibice. Maciej LEHMANN

Autor artykułu: LEM

Comments are closed.